dzieciństwo

   Jeden z twórców kabaretu w taki sposób rozpoczynał przedstawianie samego siebie: urodziłem się, bo nie miałem innego wyjścia… Ja powiedziałbym, że urodziłem się, chociaż były inne wyjścia, a nawet byli ludzie, którzy proponowali inne rozwiązania. Uważam, że zaważyła na tym bohaterska postawa mojej Mamy, która nie uległa diabelskim propozycjom uważanym wtedy za normalne, ale przyjęła mnie jako dar, jako trzecie dziecko, najmłodsze z rodzeństwa (miałem brata i siostrę).

   Moi rodzice poznali się na ziemi zielonogórskiej, choć pochodzili z różnych części Polski – tata Franciszek z białostocczyzny, mama Aleksandra z Warszawy. Po wojnie mieszkali przez pewien czas w Gubinie, tam się pobrali i tam też urodzili się mój brat i siostra, Ryszard i Irena. Rodzice, ze względu na chorobę serca mojego taty, za namową lekarzy postanowili przeprowadzić się na zdrowsze tereny i zamieszkali w Elblągu, gdzie już mieszkała część dalszej rodziny.

   Urodziłem się tam przy ulicy Dzierżyńskiego, dzisiaj Browarnej czyli na terenie obecnej parafii Redemptorystów. Wtedy jeszcze ta parafia nie istniała. Ochrzczony zostałem więc w kościele św. Mikołaja, dzisiejszej katedrze elbląskiej. Muszę powiedzieć, że moje przyjście na świat było radością dla całej rodziny, chociaż było właściwie trochę niespodzianką, ale wspaniałomyślne przyjęcie daru życia, spowodowało w mojej rodzinie jeszcze inną zmianę w postaci pojawienia się nowego mieszkania, które udało się w bardzo krótkim czasie otrzymać. Moja mama zawsze tłumaczyła to w ten sposób, że jak Pan Bóg da dziecko, to da także na dziecko, że zawsze stworzy takie okoliczności, które będą sprzyjały temu, żeby dziecko mogło się wychować. Zamieszkaliśmy więc przy ulicy Słowackiego, w poniemieckich blokach szeregowych, które nosiły jeszcze na sobie ślady wojny.

   Jakie było moje dzieciństwo? Takie jakie mogło być w czasach komunistycznych. Oczywiście wtedy człowiek jeszcze nie był świadomy tego wszystkiego, tego całego kontekstu, w jakim przyszło żyć. Było to jednak bardzo spokojne dzieciństwo. Bardzo miło wspominam moich kolegów z podwórka, z którymi spędzaliśmy wiele godzin na różnych zabawach. Potrafiliśmy się wspaniale bawić, spotykać, rozmawiać.

   Kiedy patrzę na dzieci w obecnych czasach, to stwierdzam, że one mają o wiele więcej możliwości, ale o wiele mniej mają takich właśnie wzajemnych przyjacielskich relacji z kolegami i z całym otoczeniem.

   Żyliśmy bardzo skromnie, jako zwykła rodzina (już wtedy niektórzy uważali ją za wielodzietną, gdyż upowszechniał się model 2+1, podczas gdy nas było troje rodzeństwa), w której nigdy się nie przelewało, ale też niczego nie brakowało, bo była miłość i wiara.

   Bardzo dobrze pamiętam grudzień 1970 roku, choć byłem jeszcze maluchem. Pamiętam rozbite wystawy sklepowe i zabite deskami okna następnego dnia po spacyfikowaniu protestów, zapach gazu łzawiącego, który jeszcze długo unosił się w mieście, zdenerwowanych milicjantów, którzy robili wszystko, by stłumić odważny zryw wolności robotników.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s